Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aniołki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aniołki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 stycznia 2016

Bałwanek Ryszard w nowym domu :)

     Dzisiaj po raz pierwszy na blogu mam przyjemność pokazać dalsze życie szydełkowych cusiów, czyli co dzieje się z tymi, które opuszczają Szydełkową Planetę i idą do nowego domku :). To wszystko dzięki mojej koleżance ze studiów Grażynce, która zgodziła się na to, abym opublikowała jej zdjęcia i opowiadanie, które napisała o Bałwanku Ryszardzie (imię jest także jej dziełem :)). Dziękuję Ci jeszcze raz! :)
      Tutaj aniołek i gwiazdki zrobione przez mamę. Aniołki można było podziwiać w ostatnim poście, a gwiazdki w tamtym roku, bo w tym nie zdążyłam w domu, zrobić im zdjęć.




      Teraz rzecz najważniejsza, a mianowicie opowiadanie Grażynki. Mam nadzieję, że będzie Wam się je czytało tak miło, jak mi :).

                                          Bałwanek Ryszard- historia prawdziwa :)
Dawno, dawno temu na Szydełkowej Planecie śnieg był zjawiskiem bardzo zwyczajnym. Mijały pory roku, jesień zamieniała się w mroźną zimę i białe wełniane płatki obficie sypały się z nieba. Nikt specjalnie się temu nie dziwił, a mieszkańcy planety, szczególnie zaś ci najmłodsi, bardzo się z tego cieszyli. Wychodzili wówczas pojeździć na szydełkowych sankach lub śmigali na szydełkowych łyżwach. Lepili też bałwanki, które ubierali w szaliki i kapelusze.        
Pewnego roku, dzieci z Szydełkowej Planety podczas lepienia bałwanka bardzo się kłóciły. Sprzeczały się o wielkość kul, z których składał się bałwan, potem o to, czyj kapelusik ma nosić i jaki ma mieć nosek. Skutkiem tego powstał bałwanek Ryszard, zupełnie niepodobny do innych bałwanków. Bałwanki to istoty spokojne i nadzwyczaj cierpliwe, stworzone po to, by dawać innym chwilę szczęścia i radości. A Ryszard był najzwyczajniej w świecie złośliwy. Nigdy nie pozdrawiał nikogo charakterystycznym dla bałwanków uchyleniem kapelusza, zamiast dobrego słowa, zawsze sprawiał innym przykrość. Wszyscy się temu dziwili i próbowali go zmienić, ale Ryszard zdawał się być niereformowalny. Podstawiał nogi dzieciom jeżdżącym na łyżwach po ślizgawce, opodal której go ulepiły i głośno śmiał się z nieporadnie wstających po upadku maluchów.
Z nadejściem wiosny wszystkie bałwanki pakowały swe małe walizeczki i odjeżdżały szydełkowym pociągiem do Krainy Wiecznej Zimy, która znajdowała się na Biegunie Północnym, gdzie czekali na nie ich przyjaciele oraz święty Mikołaj i jego elfy. Ale Ryszard nie spakował się razem z innymi bałwankami, ba, nawet nie zjawił się na dworcu w dniu odjazdu pociągu. W swej złośliwości postanowił nigdzie nie odchodzić, zostać nieopodal jeziorka, które w zimie było ślizgawką  i dokuczać mieszkańcom. Początkowo wszyscy sądzili, że ciepłe promienie wiosennego słońca roztopią Ryszarda i  problem złośliwego bałwanka zniknie, ale Ryszard był odporny na ciepło. Ulepiony w złości, miał w sobie mnóstwo niedobrej energii. Potrafił wytworzyć wokół siebie zimną aurę i słońce nie mogło mu zaszkodzić. Dalej więc wyśmiewał się z dzieci, zamrażał im napoje, które niosły w swych plecaczkach do szkoły. Zdawało się, że nie ma sposobu, aby go zmienić.
Ale na Szydełkowej Planecie nie brakuje mądrych stworków. Na polanie pośrodku prastarego lasu rośnie stary dąb. Jest w nim wykuta dziupla, w której mieszka Pan Puchacz – najmądrzejsza sowa na całym świecie. Pewnego dnia mieszkańcy Szydełkowej Planety przyszli do niego po radę, co  należy zrobić, aby bałwanek Ryszard stał się dobry. Mądra sowa stwierdziła, że bałwanek dopóty będzie złośliwy, dopóki mieszkańcy Planety będą się na siebie złościć, denerwować i dokuczać sobie wzajemnie. To z ich złych emocji, Ryszard czerpie swoją złośliwość i dają mu one energię, aby wytwarzać zimną aurę, która nie pozwala rozpuścić go promieniom słońca.
Mieszkańcy Szydełkowej Planety posłuchali rady puchacza i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zakończyli wszelkie spory między sobą. Bałwanek Ryszard był zdziwiony, bo wokół niego zapanowała zgoda, dzieci bawiły się grzecznie i nie sprawiały problemów swoim rodzicom, sąsiedzi nie prowadzili sporów, nikt nie mówił brzydkich słów. Z dnia na dzień zła energia Ryszarda ulatniała się i wkrótce poczuł się odmieniony. Zamiast mówić złośliwe rzeczy, życzył wszystkim miłego dnia, pozdrawiał dzieci idące do szkoły. Wszyscy jednak, włącznie z Ryszardem, dziwili się, że mimo iż jest lato, słońce nie rozpuściło bałwanka. Szybko więc mieszkańcy uznali, że jest on wyjątkowy. Całoroczny bałwanek Ryszard stał się szybko atrakcją turystyczną Szydełkowego miasteczka, przyjeżdżali do niego naukowcy i zwykli ludzie z całej Planety, aby go podziwiać i zamienić z nim kilka uprzejmych słów.
Mijały lata, a bałwanek dzielnie trwał nieopodal jeziorka-ślizgawki. Lecz oto pogoda stawała się coraz bardziej kapryśna, lato trwało coraz dłużej, a zima bywała krótka i bezśnieżna. A jednego roku jakby zapomniała o Szydełkowej Planecie i nie przyszła wcale. Biedne dzieciaki, które chciały pojeździć na łyżwach czy sankach, musiały zadowolić się podróżami na rowerach i deskorolkach. Nie było mowy o lepieniu bałwanków, ani o przyjeździe bałwanków z Krainy Wiecznej Zimy. Jeden tylko Ryszard został w miasteczku i myślał, co zrobić, by choć na chwilę przywołać Panią Zimę. Myślał, myślał i wymyślił! Skupił się całym swym bałwankowym umysłem i dokładnie na Wigilię Świąt Bożego Narodzenia sprawił, że w Szydełkowym miasteczku spadły małe białe płatki. Wszystkim udzielił się nastrój świąt, a bałwanek Ryszard patrzył na to wszystko swymi węgielkowymi oczkami i uśmiechał się do siebie i do ludzi. :)

Tutaj zaś bałwanek Ryszard na zdjęciu. Jest spokrewniony z tymi tutaj: Piotrusiem i Grzesiem
 
 



sobota, 19 grudnia 2015

Produkcja mamy, czyli szydełkowe aniołki płaskie i aniołek 3D :)

      W poprzednim poście pokazywałam serwetki mamy i majaczyłam coś o tym, że dużo do wstawiania było innych rzeczy, ale zniknęły w tajemniczych okolicznościach. Tym razem udało mi się jednak zapolować na kilka aniołków. W tamtym roku wszystkie były takie jak tutaj. W tym, prym wiodą płaskie aniołki, które mimo to bardzo ładnie wyglądają na choince. Te na zdjęciach nie miały przyczepionych jeszcze tylko zawieszek. Są koloru białego ze złotą nitką, ale tego złotego mało coś widać na zdjęciach. Ładnie wygląda to w rzeczywistości, kiedy tak delikatnie się błyszczą.

szydelkowe aniolki

aniolki na szydelku

szydełkowy aniołek

 
A tutaj aniołek w trójwymiarze, podobny do tych z tamtego roku. Ten już z zawieszką, gotowy do zadyndania na choince.

szydelkowy aniolek 3d


aniolek na szydelku 3d

środa, 17 grudnia 2014

Tysiowe aniołki, część druga.

     Na ten rok to już chyba koniec aniołków. Część pierwsza jest tutaj. Lukrecję można zobaczyć tutaj, a Celinkę tutaj. Z kolei aniołki mamy można zobaczyć tutaj.
      Te także pracują w fabryce pogody w dziale mrozu (znowu ciepłe szaliczki). Tym razem wszystkie mają loki. Doszłam do wniosku, że w takich fryzurach są najlepsze, prawdziwie aniołkowe. Nie przedłużam, bo nie ma tu o czym deliberować :P. Oto one :).

aniołek na szydełku



szydełkowy aniołek









czwartek, 11 grudnia 2014

Tysiowe aniołki.

      Teraz czas na aniołki zrobione przeze mnie. Kończyłam je robić w nocy, a potem poszły na kiermasz świąteczny, więc zdjęcia były robione przy złym oświetleniu. Mój telefon nie ma niczego co ułatwiłoby robienie zdjęć w niekorzystnych warunkach.
      Te panieneczki aniołkowe pracują w fabryce pogody w dziale mrozu. Stąd te szaliczki. Nie zdążyłam nadać im imion, ale mam nadzieję, że otrzymają je w nowych domach :).
      Oto one:

aniołek na szydełku

szydełkowy aniołek




       I oczywiście zdjęcie grupowe :).

aniołki na szydełku

środa, 10 grudnia 2014

Aniołki mojej prywatnej nauczycielki.

      W najbliższym czasie będę pokazywała głównie różne aniołki. Jako, że moje są jeszcze w rozsypce, najpierw pokażę te zrobione przez mamę. Jak widać prostota na pierwszym miejscu, gdyż mama jakiś tam firów-mirdów dorabiać nie lubi :P. Za to są złote obrzeża, bo kojarzący się z Bożym Narodzeniem kolor warto, żeby był.
      Narobiłam tych zdjęć w różnych konfiguracjach, że hoho. Nic z nich jednak nie wynikało. Jak zdjęcia wyszły ładne, to aniołki musiały stać, a wtedy się zbyt dobrze nie układały. Jak ładnie wisiały to światła dobrego nie było i wychodziły tak, że koniec świata. Ostatecznie zdjęcia będą takie i już nic więcej z nimi nie zrobię.








      I jeszcze jedno zdjęcie stojące, z tych które się lepiej udały. Tutaj widać ładnie kolory i nie wydaje się taki rozpłaszczony jak na zdjęciach powyżej :).

      
      I na koniec zdjęcie rzecz jasna grupowe :).

piątek, 28 listopada 2014

Panna aniołkówna Lukrecja

      Dzisiaj mam zaszczyt przedstawić młodszą siostrzyczkę Celinki, Lukrecję. To taki prosty aniołek bez łapek ani nóżek, po prostu do powieszenia na choinkę. Za to aureolka i skrzydełka oczywiście są, jak u każdego szanującego się aniołka :). Do tego lekki uśmiech i błyszczące oczka. Lukrecja jest jeszcze mała, ale w przyszłości chciałaby pracować w anielskiej fabryce pogody, najchętniej w dziale chmurek. Mam nadzieję, że jej marzenie się spełni :).

szydełkowy aniołek


      Tutaj chciałam pokazać jak wygląda zawieszona, tylko jakość słabsza.


      A tutaj Lukrecja w anielskiej poświacie :D.

szydełkowy anioł

piątek, 24 października 2014

Panna Aniołkówna Celinka - czyli aniołek na szydełku

      Zaświeciło słońce, a tym samym udało mi się zrobić zdjęcia aniołkowej panieneczce. Ma na imię Celinka i jest bardzo wesołym aniołkiem. Uwielbia tańczyć i wyczyniać jakieś wygibasy, co będzie widoczne na zdjęciach. Celinka ma coś pomiędzy 15 a 16 cm wzrostu. Ma długie nóżki, a krótkie ręce, taki był zamysł. Do tego blond loki, bo taka jest niebiańska moda. Celinka jak każdy aniołek lubi chodzić w sukienkach. Ma na sobie jak widać taką błękitną z falbanką. Pod spodem widać jej trochę niebieskie aniołkowe majteczki, ale jak się okazuje, na chmurkach nikt się takimi rzeczami nie przejmuje. Żeby było bardziej świątecznie Celinka ma falbankę obramowaną błyszczącą, włochatą, złotą nitką. Z takiej samej zrobiona została jej opaska na główce, czyli aureolka (bo tak naprawdę aniołki nie mają aureoli, to ich świąteczne opaski tak błyszczą wokół głów :)). Buciki rzecz jasna pod kolor stroju, też błękitne. Bardzo wygodnie skacze się w takich po chmurach. Panna Aniołkówna ma białe skrzydełka, dzięki którym może latać nawet na bardzo dalekie dystanse. Na jej buzi zawsze gości delikatny uśmiech, a oczy ze srebrnych koralików połyskują wesoło. Oto cała Celinka :).

szydełkowy aniołek


      Celinka szepcze mi właśnie do ucha, że miałam napisać jeszcze o jej bardzo ważnej funkcji. Otóż mała anielinka należy do zaszczytnego grona Aniołów Stróżów. To nie byle jaka funkcja, więc jestem z niej bardzo dumna, że zaszła tak daleko :).



      Tutaj mamy właśnie wygibasy i tańce, o których napisałam wcześniej ;p.




      I jeszcze Celinka w stadium "lotki do badmintona". Tak to nazwał Marcin, więc okazuje się, że aniołki zanim jeszcze się narodzą, są właśnie takimi lotkami :).


      Celince można doczepić szydełkowy czy nawet zwyczajny sznureczek do zawieszenia na choinkę, ale na razie zostaje taka stojąca. I hm wiem, że dałam dużo dużo zdjęć, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać ;p.

szydełkowy anioł