Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie tylko szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nie tylko szydełko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 marca 2019

Biedroneczki są w kropeczki... :)

Hej ho! Dzisiaj druga strona zakładki. Pierwsza tutaj -> Klik. Pozostaje jeszcze je zszyć i gotowe. W rolach głównych biedronki i koniczynki, czyli już taka wiosna na całego. Mam nadzieję, że ta prawdziwa weźmie to za zaproszenie i rozgości się na stałe z ładną pogodą, wiosennym kwiatami, ptakami i owadami.
Co do haftowania, polubiłam je tak jak szydełkowanie. Może to dopiero początki, ale liczy się radość z tego co się robi. Gdyby to kogoś zainteresowało, ten wzór jest zaczerpnięty z czasopisma Robótki ręczne. Haft krzyżykowy, nr.3, wydane w 2000 r.




Na koniec jeszcze taki żywy wiosenny akcent. Pozdrawiam i życzę wszystkim, którzy tutaj trafiacie, dużo radości i słońca! 🌞



wtorek, 28 lutego 2017

Czapka na szydełku i lampka wersja pierwsza

Hej ho! Czapkę o takim wzorze już kiedyś robiłam tutaj i potem tutaj. Ta jest dla znajomego, chociaż ten czerwony kolor może być mylący :D. Na mojej głowie, bo jak się okazuje mamy podobną wielkość. Tym razem właśnie z tego czerwonego zrobiłam to coś co się wywija, jakkolwiek to nazwać.

szydełkowa czapka

Tutaj z kolei lampka Łukasza, w wersji pierwszej. Lampka recyklingowa z karafki, zbitej szyby, części karnisza i lampek choinkowych. Na skutek awarii światełek powstała wersja druga, którą też któregoś dnia pokażę. Wtedy będą zdjęcia jak świeci, a na razie jest o taka.

lampka recykling

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Choinka, szalik i bałwanki czyli zimoooowo

Witam wszystkich włóczkowych i nie tylko, przybyszów w roku 2017 na Szydełkowej Planecie. Mam nadzieję, że ten rok będzie dla Was udany i bardzo bardzo twórczy :). Mój miał się tym razem zacząć świetnie, ale coś to nie wychodzi. Nie poddam się temu i przynajmniej tutaj niech będzie optymistycznie.
Dzisiaj trochę taki powrót do Świąt. Po pierwsze choinka. Wersja recyklingowa :). Na szydełku rzecz jasna. Zastraszającej wysokości 25 cm, drzewiosko, że hoho.
Wykonana ze wzoru krokodyla łuska, ale robionej w pojedynczy dłuuugi pasek, który został nawinięty na stelaż ze szpulek, dwóch tekturowych i jednej plastikowej, z umocowanymi klejem na gorąco światełkami. Na wierzch poszło kilka koralików z łańcucha choinkowego.

choinka na szydelku

Świeci!

choinka na szydełku

Po drugie szalik. Robiony prezentowo-zamówieniowo. Długość 150 cm. Włóczka, która na początku zszarpała mi nerwy :D. Cekiny pozaczepiane na cienkiej nitce, wplecionej między grubsze, nie chciały współpracować, ale w końcu się udało! 
A obok, z czego dopiero teraz sobie zdałam sprawę, czerwono-złota serwetka mamy!


Na koniec bałwanki lepione z niespodziewanej ilości świątecznego śniegu (nie ma to jak śnieg na Roztoczu), w wersji trochę mniej bałwankowej. Pierwszy gruby kocur, który obżarł się na święta, a drugi to taki cuś, który powstał z początkowo standardowego bałwanka.

kotek ze śniegu


bałwanek ze śniegu

Chwilowo to tyle, ale... jeszcze tu wrócę (diabelski śmiech).

niedziela, 18 września 2016

Nietypowa półeczka przy łóżku

Hej ho! Tak się składa, że znowu przytaszczam na bloga coś nieszydełkowego i nie mojego, ale z posiadania czego jestem szczęśliwa, bo w końcu mam gdzie kłaść książki i telefon do ładowania. Wstyd się przyznać, ale ostatnio sporo czasu za taką ekhm półeczkę służyło mi pudełko po butach. Łukasz się zlitował i wyciągnął z piwnicy deski, które już kiedyś odłożyłam sobie, że może się przydadzą. To były takie deseczki zabezpieczające chyba kuchenkę, albo coś w tym stylu. Zbił z nich półkę i zawiesił mi pod samym nosem, czyli w miejscu idealnym. Muszę przyznać, że to dla mnie o wiele wygodniejsze wyjście, niż takie małe półki, które przeważnie stawia się przy łóżku.




Dodatkowe udogodnienie to fakt, że półka posiada otworki! :) Dzięki temu wszystkie kable, ten od lampki i kable od ładowarek nie spadają mi gdzieś na podłogę tylko grzecznie sobie zwisają.


poniedziałek, 5 września 2016

Latarnia morska na ścianie

Hej ho! Dawno nie wstawiałam niczego na bloga i nie będę blablała, że teraz to już na pewno będę pisała regularnie, bo to bez sensu. W końcu nikt chyba z toporem nade mną nie stoi i nie każe mi koniecznie czegoś tutaj wstawiać na bieżąco. Chciałabym jednak wracać tutaj trochę częściej, bo jakoś źle mi bez Szydełkowej Planety. Nie wiem w ogóle czy ktoś jeszcze tutaj zagląda, ale jeśli tak to cieszę się przeogromnie.
Dzisiaj będzie nieszydełkowo, bo pochwalę się kolejnym tworem ściennym - latarnią morską. W tym i ja miałam swój udział, bo machałam trochę ołówkiem po ścianie :). Większość jednak to robota Łukasza. Miał jej trochę, bo latarnia naprawdę świeci. Jest na korytarzu, gdzie był stary średnio wyglądający żyrandol. Włącznik światła znajduje się na innym korytarzu, więc zaświecanie nie było zbyt wygodne. Stary żyrandol został, więc usunięty z sufitu, kabel przeprowadzony na ścianę, a na niej umocowana nowa lampa od razu ze sznureczkiem do pociągania. Dookoła powstała latarnia morska i gotowe :).
A wygląda ona tak jak poniżej.

latarnia morska na scianie

A tutaj świeci!


W ogóle cały korytarz był robiony trochę na opak, bo zamiast najpierw malować go, a potem dopiero walnąć latarnię to najpierw powstała ona, a dopiero potem malowaliśmy ściany na korytarzu, ale jak się okazuje nie było to takie tragiczne w tworzeniu. Z ostatecznego efektu jestem bardzo zadowolona i teraz w ciemnym do tej pory korytarzu, jest dużo jaśniej i dużo przyjemnej.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Uszyłam stwora!

      Nigdy nie szyłam na maszynie, nie umiem tego, ale skoro jakiś czas temu takową kupiłam, trzeba było w końcu się za coś wziąć. U mnie w domu nikt na maszynie szyć nie umie, więc musiałam się zdać na instrukcję obsługi i filmiki w internecie. Jakimś cudem udało mi się pozakładać nici, a najfajniejsza zabawa to nawijanie ich na szpuleczkę :D. Sprawdziłam różne ściegi i stwierdziłam, że jak się nie szarpię z maszyną to szyje sama :P. Postanowiłam więc, że co będę na sucho "szyła", trzeba wziąć się za coś na czym zobaczę efekt. Wzięłam niepotrzebne stare ubrania, bo ich nie szkoda jak spartolę sprawę. Jak widać materiał oczowy mi się postrzępił, ale to ciiii.
      Ogólnie wzory różne na takie stworki w internecie są, więc nie będę wmawiała, że to jakiś mój pomysł. Jedynie zrobiłam swój "wykrój", tak jak mi się uwidziało. Powstał swtorek wyglądający niczym z czeluści piekielnych, ale i tak go kocham :). To taki straszaczek-przytulaczek.
      Wiem, że nie jest idealny. Pocieszam się tym, że pewnie za każdym kolejnym razem będzie łatwiej. Szycie igłą i nitką mimo, że schodzi znacznie dłużej niż na maszynie, jest dla mnie prostsze. Jak na razie mogę obwieścić, że pierwsze stwory za płoty! Pierwszy cuś uszyty!

stwór na maszynie


sobota, 28 listopada 2015

Mazury!

      Rzecz jasna nie szydełkowałam ich, chociaż to byłoby ciekawe, wydziergać region geograficzny :P. Za to będą zdjęcia pseudoartystyczne. Będzie woda, łąki i krowy, bo z tym kojarzą mi się Mazury :).
      Co do szydełka, robią się różne rzeczy, ale powoli. Nie myślcie, że porzuciłam dłubaninę.





 Ściana w Mrągowie. Bardzo lubię takie budynki z namalowanymi cosiami.





 Wspomniane już mućki :)





Mech. Jeśli ktoś zada sobie pytanie, po co robić mu zdjęcia, niech nie szuka odpowiedzi. Zwyczajnie strasznie podobają mi się mchy. Są taaakie mięciutkie :).





sobota, 29 sierpnia 2015

Łapacz snów

      Wiem, że dawno już nic nie wstawiałam. Jeśli ktoś miał nadzieję, że może zniknęłam pożarta przez szydełkowe penisy, muszę rozczarować - oto jestem :D. Nie podoba mi się taka przerwa na blogu, ale co poradzić. Postaram się już takich nie robić. Ostatnio w kółko byłam śpiąca. Mimo, że miałam zrobione dwie rzeczy to jakoś nie dało rady sklecić do tego żadnego pisu pisu. Z tego samego powodu nie komentowałam Waszych blogów, Szanowni Przybysze. Obiecuję poprawę i mam nadzieję, że zostanę z tego rozgrzeszona.
      Przy okazji zrobię jeszcze spóźnioną reklamę mojego miasta Krasnegostawu. Może w przyszłym roku komuś ta wiedza się przyda. Otóż w mojej mieścinie co roku odbywa się trzydniowe święto piwa o jakże wdzięcznej nazwie Chmielaki (te były już 45.). Kiedyś miały miejsce we wrześniu, ale od kilku lat przeniesiono je na końcówkę sierpnia. Jak sama nazwa wskazuje wszystko kręci się głównie wokół piwa. Przyjeżdża wiele browarów, więc można popróbować tego i owego :P. Oprócz tego są stoiska z jedzeniem, różnymi bajerkami do kupienia, balonikami! (kiedy byłam mała zawsze musiałam mieć jakiegoś balona z Chmielaków :D), przyjeżdżają wesołe miasteczka, odbywają się koncerty, co tam kto lubi.
      W tym roku obserwowałam Chmielaki raczej od strony sprzątającej (co było bardzo ciekawe, choć chwilami nieco dziwne), ale w kilka nieznanych mi wcześniej piw (plus jedno znane ulubione) udało mi się zaopatrzyć. Tutaj będzie mała prywata i polecam browar Kormoran, zwłaszcza piwo Porter Warmiński :D.
     Koniec Chmielakowych wywodów i przechodzę do łapacza snów. Zrobiła go kilka tygodni temu. Dzisiaj doczepiałam tylko piórka. Mam maciupką obsesję na punkcie zbierania różnych piórek, więc okazało się, że niepotrzebnie szukałam nowych, które na początku chciałam kolorować. Stwierdziłam, że te które mam w domu też nie są złe, a na tyle różnokolorowe, że nie muszę ich ciapać farbami. Jedno, to najbardziej po prawej, ma ładny granatowy odcień, ale nie widać tego dobrze na zdjęciach. Nie jest to może jakiś oszałamiający wytwór. W internecie można zobaczyć niektóre naprawdę zachwycające łapacze, ale jak na pierwszy raz jestem zadowolona, bo bardzo przyjemnie mi się go robiło. Teraz czekam na noc, żeby sprawdzić, czy będzie działał :D.

lapacz snow


czwartek, 25 czerwca 2015

Roztoczański post nieszydełkowy

      Ten post piszę już trzeci dzień, bo za każdym razem kiedy zaczynałam to robić wieczorem, od razu chciało mi się spać i nic z tego nie wychodziło. W każdym razie z racji tego, że ostatnio nic nie robiłam na szydełku, będzie reklama Roztocza :P. Taka niewielka reklama, bo nie byłam tam w celach rekreacyjnych, ale i tak wepchnę parę zdjęć, które udało mi się zrobić teraz i kilka z ubiegłych lat. Może akurat ktoś z planetarnych przybyszów będzie lub był w tamtych rejonach. Nie będę pisała informacji, których pełno w internecie, bo trochę mija się to z celem, wyszłaby z tego epopeja :P.
   Na Roztocze w okolice Józefowa jeździłam od zawsze do babci i dziadka, więc nawet nigdy nie zastanawiałam się czy lubię tamte strony. Po prostu były częścią egzystencji małej Agatki. Roztocze jest przyjemnie pofałdowane co dla mnie zawsze jest plusem :). Według mnie różni się od reszty Lubelszczyzny. Od razu czuć kiedy się tam wjeżdża, powietrze robi się inne, rześkie. W końcu lasy robią swoje. Ogólnie jest tam taki specyficzny mikroklimat, który powoduje, że ciągle chce się jeść albo spać, albo i to i to. Mi akurat jeść, więc wyżeram wtedy co się da. A propos wyżerania, w lasach rośnie dużo czarnych jagód z czego wiele osób ma niezły sezonowy biznes. Oprócz tego borówka brusznica i gdzieniegdzie borówka bagienna, chociaż tą ostatnią chyba mało kto zbiera. Zawsze sobie grzecznie wisi na krzaczkach, więc ją podjadam. Mimo, że obiegowa opinia głosi, iż ma właściwości odurzające, wierzę internetowi, który twierdzi, że to nieprawda. Stety albo niestety nigdy do tej pory nic mnie nie odurzyło :P. Pewnie wiele jest tam różnych drzew, ale mi Roztocze kojarzy się głównie po prostu z sosnami. Co do roztoczańskich zwierząt to zwykle składa się tak, że  rzucają mi się tam w oczy pająki :o. Wcześniej było tam mnóstwo tygrzyków paskowanych (nie wiem czy poprawnie piszę tą nazwę, ale nie sprawdzę, bo się boję :D). W każdym razie chodzi mi o takie żółte pająki w paski. Właściwie bardzo ładne, ale zawsze miałam przez nie jakieś traumatyczne przeżycia i wolałam nie zbliżać się do malin czy porzeczek, w których było ich pełno. Teraz jest ich coraz mniej, co właściwie pewnie nie jest powodem do radości, ale dla mnie dużą ulgą. Mówi się, że jest tutaj dużo żmij zygzakowatych. Osobiście nigdy żadnej nie widziałam, ale pewnie jest to prawdą. Co do innych zwierząt niektóre z nich obrazuje fontanna w Józefowie. Moim zdaniem jest cudna. Mamy tu: konika polskiego, lisa, rysia, jelenia, wilka, dzika, orła i głuszca. Nawet nie wiedziałam, że są tutaj wilki, ale fontanna mnie uświadomiła. Zdjęcia robione chyba dwa lata temu.

fontanna józefów



fontanna jozefow

     Oprócz tego na rynku stoją rzeźby wykonywane z kamieni wydobywanych w tutejszym kamieniołomie. Jest pomnik poświęcony ofiarom II wojny światowej.

pomnik jozefów

Są rzeźby z tego co wiem, robione przez studentów UMCS-u.
Rybka

rzeźby józefów

Niedźwiadek

rzezby jozefow

Byczek


I rzecz jasna goła baba :P


A tutaj żeby nie być gołosłownym kamieniołomy, a właściwie ich fragment.

józefów kamieniołomy

Obok stoi wieża widokowa. Ładnie widać z niej miasto, ale niestety nie mam zdjęcia.

józefów wieża

Za to mam schodki :)

wieza jozefow

     Kiedyś wszyscy jeździli nad zalewy do Krasnobrodu i Majdanu Sopockiego. Teraz Józefów ma zalew zrobiony jak trzeba. Część do łowienia ryb.

zalew józefów

zalew jozefow

I część do kąpieli. Jeszcze przed sezonem, więc pustawo.

jozefow zalew


    A tutaj tak na doczepkę Krasnobród. To zawsze był stały punkt odwiedzin. Od Józefowa jest tutaj kilkanaście km. Tak sobie z busa pstryknęłam zdjęcie kościołowi, więc trochę zasłaniają go tablice. Ta część Krasnobrodu nazywa się Podklasztor. Zawsze szalenie mi się to podobało :P. W Krasnobrodzie jest kapliczka na wodzie, kaplica św. Rocha, baszta, która góruje nad zalewem, ptaszarnia etc.

kościół w krasnobrodzie

      Rzecz jasna Roztocze to nie tylko to co pokazałam. Są tu różne inne miejscowości np. Zwierzyniec, Susiec, można pływać kajakami, jeździć rowerami, ścieżki rowerowe mają tu czasem lepsze niż drogi :P. Chyba najlepiej czują się tu wielbiciele ciszy i przyrody. Roztoczański Park Narodowy, Parki krajobrazowe, od Józefowa na południe Puszcza Solska. Jeśli ktoś lubi szwędać się po lasach ma tego ile wlezie. Tak rzuciłam okiem na swoją mapę Roztocza i jest tu naprawdę całkiem sporo różnych szlaków turystycznych.

***
    A teraz zmiana tematu, bo chciałam pokazać co ma wspólnego pies mojej babci z moją kotką Filusią (notabene babcia ma talent do nadawania psom niezbyt pasujących do nich imion. Ten nazywa się Reksio, a wcześniej był Ciapek, który był wielkości owczarka niemieckiego :D).


Czy ktoś zauważył element wspólny?

pies serce

Odpowiedź brzmi: serduszko! :)
     Właściwie Reksio ma psie ADHD i nie da mu się zrobić normalnego zdjęcia, ciągle biega albo podkskakuje. Na szczęście udało mi się uchwycić serduszkową łatkę :). Jest jeszcze młody i przez to chudy jak szczapa, ciekawe jaką wielkość ostatecznie osiągnie.
     I jeszcze tak się zastanawiam, jak nazywa się kury o takim ubarwieniu jak ta w środku szara? U nas zawsze mówiło się siemieniata albo rabata. Czy ktoś wie, czy ma to jakąś naukową nazwę? :D

kura

     Wiem, że każdy wie jak wyglądają kury i żadna to nowość, ale ja uwielbiam wszystkie ptaki (dziwnie brzmi takie wyznanie :P) i muszę mieć zdjęcia kur na swoim blogu. Tą po lewej nazywałam roboczo Mirabelka, przychodziła do mnie i rozmawiała lub się kłóciła. Ulubione jej zajęcie to dziobanie w buty. Uwielbiam kury, które da się dotykać i głaskać :D.



Świnki nie mogły pojawić się na blogu z przyczyn technicznych. Za to znalazłam śliczną gąsienicę.

gasienica

     Do tego jeszcze róża. Nie wiem co to za odmiana, ale sporo widzę teraz takich w ogrodach, więc może ktoś wie?

roza

Pięknie kwitła też piwonia.



A na koniec czereśnia (sąsiadów :D). Ładnie wygląda, więc sobie ją pożyczyłam :).

czeresnia

    Mam nadzieję, że komuś udało się dotrwać do końca. Następnym razem postaram się pokazać coś szydełkowego :).