niedziela, 27 września 2015

Pszczółka Mirabelka :)

      Znowu wyszedł mi trochę duży odstęp między postami. Jak się jest łamagą i wywala biegnąc na prostym chodniku, to potem ze zdartymi rękami ma się problem robiąc na szydełku :P. Na resztę miesiąca nie mam już takiego prostego usprawiedliwienia, jakoś tak wyszło, że mało robiłam. Pszczoła miała być w pierwotnej wersji kosmitą, ale ewoluowała w dziwny sposób. Jest intensywnie żółta, taka jak cytryna. Na zdjęciach zbladła trochę z zawstydzenia. Tak się objawiają emocje u szydełkowych pszczół.
       Owa młoda dama ma na imię Mirabelka. Płeć można rozpoznać po tym, że nosi czarną falbankę. Jak każda pszczółka posiada trzy pary odnóży, czułki i żądło, które widać na niektórych zdjęciach. Nosi też czarne buciki i jest grzeczna. Jak każdemu zdarzają się jednak w jej życiu trudne chwile i o tym będzie dzisiejsza krótka historyjka :D.

szydelkowa pszczola
 
      Na Szydełkowej Planecie żyła sobie pszczoła Mirabelka. Było to grzeczne małe stworzenie, zawsze chętnie zbierające nektar z szydełkowych kwiatów. Trzeba Wam wiedzieć, że włóczka z której stworzony jest cały szydełkowy świat, pozyskiwana jest właśnie z kwiatów przez pszczoły. Zbierają one jej strzępki, które pojawiają się zawsze po zakwitnięciu włóczkownicy strzępolistnej po czym zanoszą do ula gdzie w bardzo skomplikowanym procesie powstają całe kłębki. 
      Tego dnia Mirabelka miała za zadanie zbierać fioletową włóczkę. Latała więc od kwiatka do kwiatka nucąc przy tym bzyczącą piosenkę.
- Bzzzz bzzzz, bz bz bzzzzz - podśpiewywała pod nosem.
- Bzzzzzzzz bzzzzzzz bz bzzzz bz - usłyszała nagle kolejną linijkę tekstu piosenki. To jej koleżanka Iryska leciała w jej kierunku ze swoim koszyczkiem w łapce. Przysiadła zziajana na pobliskim kwiatku i pokiwała wszystkimi łapkami do Mirabelki, żeby ta przyleciała do niej jak najszybciej.
- Czy coś się stało Irysko? - spytała Mirabelka.
- Nie, ale dzisiaj miałam wziąć wolne od zbierania włóczki. Chciałam spotkać się z Jemiołkiem. Niestety jest tak dużo pracy, że muszę najpierw nazbierać kilka koszyków zielonej włóczki i dopiero wtedy będę mogła iść - powiedziała smutnym głosikiem. - Czy mogłabyś pomóc mi nazbierać włóczki, żebym mogła się z nim szybciej zobaczyć?
      Jemiołek był pszczółkiem, z którym Iryska spotykała się na wspólne latanie po łące. Mirabelka pomyślała, że to przecież jej bzycząca koleżanka. Może pomóc jej w potrzebie.
- Dobrze Irysko! Leć do Jemiołka, a ja nazbieram włóczki za Ciebie.
- Naprawdę? Mogłabyś to zrobić? - ucieszyła się Iryska. Mirabelka przytaknęła główką.
- Tak, obiecuję, że jej nazbieram. O nic nie musisz się martwić.
 I tak o to została sama na łące zbierając koszyczki swoje i Iryski.
      Traf chciał, że tak latając zobaczyła z daleka Iryskę i Jemiołka jak fruwają razem, śmieją się i żartują. Mirabelka poczuła ukłucie zazdrości. Czemu Iryska ma tak dobrze? Lata sobie z Jemiołkiem, a ona siedzi tu sama na kwiatku zbierając włóczkę. Mirabelka nigdy nie latała z żadnym pszczółkiem. Posmutniała, a potem poczuła przypływ złości. Cisnęła koszyczek Iryski daleko od siebie. Gdyby ktoś zapytał ją potem czemu to zrobiła, nie potrafiłaby odpowiedzieć na to pytanie.
      Tak oto Mirabelka nazbierała swoje koszyczki, nie dotrzymując obietnicy danej pszczelej koleżance. Pod koniec dnia kiedy przyleciała do ula z ostatnim koszyczkiem fioletowej włóczki, podleciał do niej pszczółek Bluszczyk, który odbierał koszyki od przynoszących je pszczół.
- Jest afera - szepnął konspiracyjnie. - Wzywa cię Królowa.
      Mirabelka przestraszyła się trochę, ale zaraz pomyślała, że pewnie chodzi o Iryskę. Są wściekli, że nie zebrała swoich koszyczków tylko poleciała do Jemiołka. Mirabelce zrobiło się trochę głupio, bo to ona spowodowała takie zamieszanie. Zastanawiała się co ma zrobić.
      Gdy stanęła przed obliczem Królowej Pszczół miała już w głowie ułożone kilka zdań. Ukłoniła się po pszczelemu i czekała na to co powie Królowa. Ta siedziała na szydełkowym tronie, dzierżąc szydełkowe berło. Przyodziana w drogie szaty z włóczki wyglądała bardzo dostojnie. Zmierzyła Mirabelkę władczym spojrzeniem po czym przemówiła.
- Pszczoło Mirabelko, czy to prawda, że nie nazbierałaś za Iryskę zielonej włóczki?
      Mirabelka zaniemówiła z wrażenia. Skąd Królowa mogła o tym wiedzieć. Przecież to była zwykła przysługa... chyba.
- Ja... ja... - zaczęła niepewnie. -  Wasza Bzycząca Włóczkowatość, ja zapomniałam o tym - bąknęła pod nosem zawstydzona.
- Zapomniałaś? - spytała Królowa trochę łagodniej, widząc zakłopotanie małej pszczółki. - Mirabelko, Iryska przyleciała rano do ula z pytaniem czy może zwolnić się ze zbierania włóczki, jeśli ktoś ją w tym wyręczy. Powiedziała, że następnym razem ona pomoże tej pszczole. Zgodziłam się na to, ale zapytałam kogo poprosiła o przysługę. Nie spodziewałam się, że nie spełnisz obietnicy. Jestem bardzo zawiedziona.
- Ale Wasza Bzycząca Włóczkowatość, to była jej praca nie moja... - wydukała Mirabelka.
- Tak, Mirabelko, ale w naszym ulu bardzo ważne jest to żeby być uczciwym. Jeśli zgodziłam się na to, powinnaś dotrzymać obietnicy, a jeśli z jakiegoś powodu nie mogłaś, powinnaś powiedzieć o tym w ulu.
      Mirabelka bardzo zawstydziła się i postanowiła wyznać prawdę.
- Ja... nie zapomniałam..., ja po prostu... - słowa uwięzły jej w gardle.
 Spojrzenie Królowej złagodniało, widząc, że mała pszczółka naprawdę żałuje tego co zrobiła. - Dobrze już dobrze Mirabelko, wszystko rozumiem. Masz teraz nauczkę. Mam nadzieję, że to już nigdy się nie powtórzy. Lepiej odmówić komuś od razu niż nie dotrzymywać obietnic.
      Z tą nauką Mirabelka poleciała w dalsze szydełkowe życie. Od tej pory zawsze już dotrzymywała danych obietnic, a jeśli wiedziała, że czegoś spełnić nie może, mówiła o tym uczciwie innym pszczółkom.

KONIEC

szydełkowa pszczoła
 




poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Penis po raz drugi

      I chyba jak na razie ostatni. Zostałam poproszona o zrobienie jeszcze jednego penisa (pierwszy jest tutaj), więc rzecz jasna wzięłam się do roboty. Nie wstawiałam go do tej pory, ale chcę wyrobić się jeszcze w tym miesiącu z umieszczaniem na blogu wszystkiego, co przypadło na sierpień. Tak więc niech sobie tu grzecznie stanie :P.
      Zdjęcia beznadziejne, ale robiłam na szybko i to przy tragicznym świetle, a aparat w moim telefonie jest jaki jest (na co zresztą narzekałam już nie raz). Bez zbędnego gadania, dodaję zdjęcia.




sobota, 29 sierpnia 2015

Łapacz snów

      Wiem, że dawno już nic nie wstawiałam. Jeśli ktoś miał nadzieję, że może zniknęłam pożarta przez szydełkowe penisy, muszę rozczarować - oto jestem :D. Nie podoba mi się taka przerwa na blogu, ale co poradzić. Postaram się już takich nie robić. Ostatnio w kółko byłam śpiąca. Mimo, że miałam zrobione dwie rzeczy to jakoś nie dało rady sklecić do tego żadnego pisu pisu. Z tego samego powodu nie komentowałam Waszych blogów, Szanowni Przybysze. Obiecuję poprawę i mam nadzieję, że zostanę z tego rozgrzeszona.
      Przy okazji zrobię jeszcze spóźnioną reklamę mojego miasta Krasnegostawu. Może w przyszłym roku komuś ta wiedza się przyda. Otóż w mojej mieścinie co roku odbywa się trzydniowe święto piwa o jakże wdzięcznej nazwie Chmielaki (te były już 45.). Kiedyś miały miejsce we wrześniu, ale od kilku lat przeniesiono je na końcówkę sierpnia. Jak sama nazwa wskazuje wszystko kręci się głównie wokół piwa. Przyjeżdża wiele browarów, więc można popróbować tego i owego :P. Oprócz tego są stoiska z jedzeniem, różnymi bajerkami do kupienia, balonikami! (kiedy byłam mała zawsze musiałam mieć jakiegoś balona z Chmielaków :D), przyjeżdżają wesołe miasteczka, odbywają się koncerty, co tam kto lubi.
      W tym roku obserwowałam Chmielaki raczej od strony sprzątającej (co było bardzo ciekawe, choć chwilami nieco dziwne), ale w kilka nieznanych mi wcześniej piw (plus jedno znane ulubione) udało mi się zaopatrzyć. Tutaj będzie mała prywata i polecam browar Kormoran, zwłaszcza piwo Porter Warmiński :D.
     Koniec Chmielakowych wywodów i przechodzę do łapacza snów. Zrobiła go kilka tygodni temu. Dzisiaj doczepiałam tylko piórka. Mam maciupką obsesję na punkcie zbierania różnych piórek, więc okazało się, że niepotrzebnie szukałam nowych, które na początku chciałam kolorować. Stwierdziłam, że te które mam w domu też nie są złe, a na tyle różnokolorowe, że nie muszę ich ciapać farbami. Jedno, to najbardziej po prawej, ma ładny granatowy odcień, ale nie widać tego dobrze na zdjęciach. Nie jest to może jakiś oszałamiający wytwór. W internecie można zobaczyć niektóre naprawdę zachwycające łapacze, ale jak na pierwszy raz jestem zadowolona, bo bardzo przyjemnie mi się go robiło. Teraz czekam na noc, żeby sprawdzić, czy będzie działał :D.

lapacz snow


niedziela, 2 sierpnia 2015

Szydełkowy penis :)

      Jeśli ktoś dziwnym trafem nie lubi oglądać męskich członków to dalszą część posta najlepiej przejrzeć z zamkniętym jednym okiem. 
    Już wcześniej myślałam sobie, że fajnie byłoby zrobić na szydełku penisa z oczami i uśmiechem. Początkowo nie było ku temu okazji (a jakoś dziwnie robić coś takiego dla samej siebie). W końcu takowa nadarzyła się! Wieczór panieński bez penisa byłby jakiś niepełny, więc specjalnie dla Marty powstał taki oto uśmiechnięty penisek. Został już nawet wymiętoszony :).
       Jeśli kogoś interesują wymiary, to podaję :D. Długość 11 cm, obwód 7 cm, a w najgrubszym miejscu 9 cm.

szydelkowy penis

penis na szydelku

amigurumi penis

 

wtorek, 21 lipca 2015

Kwitnący kosmita

      Z Tiliaxis na Ziemię przybył w odwiedziny mały kosmita. W celu przybliżenia informacji o nim, będę posiłkowała się bardzo znanym na tejże planecie dziełem pt. Wielka księga stworzeń tiliańskich, tom 4. Praca zborowa. Wybiorę tylko niektóre informacje, nie cytując dosłownie. Cechy charakterystyczne tego gatunku: posiada zakwitające na niebiesko czułki, wysokość około 8 cm bez czułek, z czułkami  ponad 11 cm, aparat gębowy ssący, mocno wyłupiaste oczy, niewielkie uszy osadzone po bokach głowy, brak odnóży, ogon długi, zwykle około 11 cm długości, trójdzielny na końcu. Ekstremofil, a konkretnie termofil, zamieszkuje gorące źródła. W fazie kwitnienia wystawia ponad powierzchnię wody jedynie czułki. Co ciekawe potomstwo takich kosmitów powstaje dzięki zapyleniu. Podczas wizyty na naszej planecie wdział na siebie szaliczek, więc miejmy nadzieję, że nie jest mu zbyt zimno
        Teraz czas na zdjęcia. Tutaj przechadza się wśród traw.

szydełkowy kosmita



Chwilę też po lesie.

szydelkowy kosmita

szydełkowy ufoludek

      Zawisł nawet na gałęzi. Kwitnący kosmici mają organ zwisający, trochę przypominający włosy. Służy im on rzecz jasna do zaczepiania się i zwisania, na przykład tak jak tutaj. Kiedy robiłam mu zdjęcia, wiał porywisty wiatr i kosmita dyndał wesoło. Miał prawdziwą huśtawkę, jupiii!


szydelkowy ufoludek

Jeszcze zdjęcia z obu profili i z tyłu, żeby można było obejrzeć przybysza z tak odległej planety w całości.




niedziela, 12 lipca 2015

Bransoletka z falbanką

      Dzisiaj będzie krótszy wpis. Możecie odetchnąć z ulgą, żadnych opowiadań :D. Już wcześniej miałam zamiar spróbować zrobić sobie bransoletkę na szydełku. Wcześniej nic takiego nie robiłam, więc chciałam, żeby było bardzo proste. Jakiś czas temu znalazłam ciekawy wzór i stwierdziłam, że na bransoletkę nadaje się nie najgorzej. Poza tym falbanki to coś co Tysie kochają! W trybie ekspresowym powstało więc takie niebieskie coś.

szydełkowa bransoletka

szydelkowa bransoletka

      Może i nie pasuje mi do ubrania, ale nie chce mi się specjalnie przebierać, a chcę pokazać jak to wygląda tak swobodnie sobie patrząc z boku, a nie z klapniętą ręką :P.

bransoletka z falbanka

 No i tutaj w formie rozpłąszczonej, taka dżdżowniczka :D.


I zwinięta dżdżowniczka.


      Nie wiem czy wygodnie będzie się w takiej chodziło. Wypróbuję i stwierdzę :). Jeśli pomyślnie przejdzie test, to myślę już nad innymi szydełkowymi bransoletkami.

niedziela, 5 lipca 2015

Szydełkowa nimfa wodna :)

      Była już nimfa leśna Olszynka, a teraz czas na jej koleżankę nimfę wodną. Może wydawać się trochę dziwne, że zdjęcia są robione w lesie, gdzie nie ma żadnego zbiornika wodnego, ale zaraz wyjaśnię dlaczego. Oto krótka historia nimfy wodnej Grzybieńki.
nimfa na szydełku

szydełkowa nimfa

      Dawno temu była sobie kropla wody, która spadła razem z innymi kroplami deszczu na ziemię. Od innych kropel różniło ją to, że spadła dokładnie na maleńkie niebieskie nasionko. Było to nasionko nimfy. Takie nasionka to rzadkość. Nikt nie wie skąd się biorą i w jaki sposób w środku znajduje się zarodek nimfiego dziecka. Kiedy do nasionka dostaje się woda zaczyna ono kiełkować, rosnąć, pojawia się niewielki niebieski pąk, po otwarciu, którego ze środka patrzy na świat dziwne stworzenie, niepodobne do innych. Tak właśnie wyglądały narodziny małej Grzybieńki. 
Swoje imię znała od początku, nie wiadomo właściwie skąd i dlaczego. Jej kwiat wyrósł nad panią Rzeką gdzie żadnych grzybieni nie ma, ale i tak wszyscy ją tak nazywali. Grzybieńka nie potrafiła powiedzieć czy Rzeka i wszystkie rośliny, ptaki ją lubią. Zawsze były zajęte sobą, neutralne. Wysłuchiwały tego co ma im do powiedzenia, ale zawsze miała wrażenie, że to rozmowa z samą sobą. To też jej pomagało, ale brakowało jej kogoś z kim mogłaby się pobawić. W końcu była jeszcze bardzo młodą nimfą, miała dopiero 100 lat. I to właśnie w swoje setne urodziny postanowiła podjąć ważną decyzję i wybrać się na wyprawę w poszukiwaniu kogoś podobnego do niej.
- Jak myślisz Rzeko - pytała - czy jest na świecie ktoś podobny do mnie? Czy jest szansa, że kogoś takiego spotkam?
Rzeka na to jedynie zaszumiała i płynęła dalej spokojnym nurtem. Grzybieńka westchnęła i poszła do Wierzby. Przytuliła się do niej i zapytała.
- Wierzbo, czy dobrze robię wyruszając na poszukiwania kogoś takiego jak ja?
Wierzba zatrzęsła listkami, a mała nimfa poczuła jak leniwie przesuwają się myśli drzewa.
- Nie dowiesz się, póki nie sprawdzisz - usłyszała wierzbowy szept.
Tak oto Grzybieńka podjęła decyzję.
- Niedługo wrócę - powiedziała smutno i wygięła buzię w podkówkę - Będę za wami tęskniła, ale muszę się przekonać czy istnieje ktoś taki jak ja - powiedziała do Rzeki, ryb i wszystkich roślin
Rośliny pokiwały gałązkami, ryby zatrzepotały płetwami, a Rzeka zaszumiała. Tak pożegnana nimfa wyruszyła przed siebie. Mimo, że bardzo pragnęła tej wyprawy, zrobiło jej się bardzo smutno i uroniła kilka dużych łez. Prędko jednak musiała wziąć się w garść, bo przeprawa przez łąkę z wysokimi trawami wcale nie była taka prosta. Przedzierała się jednak dzielnie wiedząc, że teraz nie ma już odwrotu.
- Kim jesteś? - usłyszała niespodziewany cienki głosik. Zamarła wpół kroku. Nikt nigdy nie pytał Grzybieńki kim jest. Wszyscy o to wiedzieli, więc w pierwszej chwili nie wiedziała co odpowiedzieć. 
- Jestem Grzybieńka, wodna nimfa. A Ty kim jesteś? - zapytała, starając się nadać głosowi odważny ton. - Pokaż się! - dodała zdecydowanie.
- A nie zrobisz mi krzywdy? - wydukał cieniutki głosik.
- Nie, ale lepiej wyjdź, bo dziwnie czuję się nie wiedząc z kim rozmawiam.
Z pomiędzy trawy wyłoniło się coś bardzo małego i ciemnego. Miało więcej nóżek niż Grzybieńka, ale kształt, który kojarzyła już wcześniej. To owad - pomyślała.
- Dzień dobry, nazywam się Pączuś i jestem kleszczem. Przepraszam, że tak się ukryłem, ale nie wiedziałem kim jesteś. Nigdy nie widziałem takiej dziwnej istoty jak Ty. Trochę się przestraszyłem.
- Nie masz powodu się mnie bać, nie robię nikomu krzywdy. Opiekuję się Rzeką... - zamyśliła się - a właściwie może to Rzeka opiekuje się mną.
- Słyszałem o Rzece - powiedział Pączuś. - Nie chodzę tam jednak, bo to dla mnie za daleko. Zresztą mam ważniejsze zajęcia - dodał dumnie.
- A jakie, jeśli można wiedzieć? - zainteresowała się mała nimfa.
Kleszcz jakby tylko czekał na to pytanie. Wypiął dumnie odwłok.
- Poluję na Nogę - rzekł!
- Ojej - oczy nimfy zrobiły się okrągłe ze zdumienia. - Czy to jest jakieś groźne zwierzę?
- Tak! To bardzo wysokie zwierzę. Kiedy je zauważę muszę na nie wskoczyć i uważać, żeby nie spać. Nogi poruszają się bardzo szybko. Uważaj więc kiedy chodzisz po łące, bo może Cię zmiażdżyć.
Grzybieńka bardzo się przestraszyła i obiecała ostrożność. Nimfa widziała czasem Wielkich, ale z daleka. Nie przypuszczałaby, że groźna noga o której opowiada kleszcz, nie jest żadnym stworzeniem, ale należy do tych dużych istot, które obserwowała. Czasami marzyła, żeby z którąś z nich porozmawiać, ale Rzeka powiedziała jej, że tak nie wolno. Kiedy Grzybieńka zapytała dlaczego usłyszała tylko pluskanie wody. Stosowała się jednak zawsze do tej zasady. Wiedziała, że Rzeka chociaż małomówna, jest bardzo mądra i na pewno ma rację.
- Więc mówisz, że nigdy nie widziałeś nikogo takiego jak ja? - podjęła temat nimfa. Kleszcz pokręcił odwłokiem, co pewnie u kleszczy oznaczało przeczenie. 
- A ja właśnie szukam innych nimf. Często czuję, że nikt mnie nie rozumie. Rośliny i zwierzęta żyją swoim życiem, a ja jestem samotna.
Dla Pączusia pojęcie samotności okazało się tak jak dla wszystkich nad panią Rzeką, nieco abstrakcyjne, ale starał się wykazać zrozumienie.
- Na łące nikogo takiego nie ma. Przynajmniej ja nigdy nie słyszałem, ale może udaj się do lasu. Słyszałem, że tam jest więcej różnych stworzeń.
Grzybieńka pokiwała główką i w jej wodnym serduszku pojawiła się nadzieja. Kleszczuś pokazał jej najkrótszą drogę do lasu, Grzybieńka podziękowała, ucałowała go serdecznie i poszła przed siebie. Najkrótsza droga, wcale nie była taka krótka. Nimfę zastała noc i musiała po raz pierwszy spać na ziemi przykryta liściem, zamiast w wodzie (Grzybieńka potrafiła oddychać również pod wodą).
Nad ranem straciła trochę orientację, ale pytała o drogę pszczół i dzięki temu zmierzała do celu. Po drodze spotkała ją krótka zniechęcająca rozmowa, po której, gdyby tylko miała bliżej do Rzeki, pewnie by zawróciła. Idąc pomiędzy trawami, natknęła się na sieć pajęczą. Spacerował po niej pan Pająk. Kiedy dowiedział się gdzie i po co Grzybieńka zmierza, wybuchnął śmiechem.
- Też coś! Szukać takich dziwolągów jak Ty? Haha! Na pewno nikogo takiego nie znajdziesz. Wszystkie szanujące się stworzenia mają trochę przyzwoitości, żeby nie wyglądać tak jak Wielcy - dodał trochę wzburzony - Powinnaś żyć jak inne stworzenia, a nie szukać jeszcze kogoś podobnego. Może jeszcze pójdziesz do Wielkich i z nimi się zaprzyjaźnisz? Haha!
Nimfę zmartwiły te słowa. Może rzeczywiście jestem bardziej podobna do Wielkich niż do wszystkich stworzeń? - myślała. Co w takim razie tu robię? Może naprawdę jestem jakimś dziwolągiem i tylko robię z siebie wariatkę, idąc tak daleko od mojej Rzeki.
Niestety nimfa nie miała już wyjścia, była bardzo blisko lasu, a bardzo daleko od pani Rzeki. Pożegnała się więc jak najszybciej z panem pająkiem i pobiegła przed siebie łykając łzy. Nawet się nie spostrzegła kiedy zewsząd otoczyły ją drzewa. Zdumiona uniosła głowę. Było tutaj naprawdę przyjemnie. Pachniało ładnie, a pod nogami miała miękki dywanik z igliwia.


Nimfa poczuła się w lesie bardzo dobrze, chociaż kiedy próbowała rozmawiać z drzewami, odpowiadały jej podobnie jak te rosnące nad Rzeką. Nie dowiedziała się więc zbyt dużo. Na szczęście udało jej się znaleźć niewielką pokrzywę. Rosła sobie grzecznie, wygrzewając parzące listki na słońcu.
- Dzień dobry Pokrzywo - zagadnęła uprzejmie Grzybieńka. - Nie wiesz może czy są tu jakieś stworzenia podobne do mnie?
Pokrzywa najpierw długo milczała. Nimfa już myślała, że nadal niczego się nie dowie, gdy wtem usłyszała spokojny głos wydobywający się z roślinki.
- Jest tutaj nimfa, podobna do Ciebie, ale ma zielone włosy. Często tu biega. Szukaj jej jeśli chcesz.
Pokrzywa zamilkła i nic więcej już nie powiedziała. Grzybieńka dygnęła uprzejmie i podziękowała.


- Co by tu zrobić? - mruknęła sama do siebie. Nie za bardzo wiedziała jak w takim dużym lesie, znaleźć kogoś tak malutkiego jak ona sama. W końcu wymyśliła, że spróbuje wdrapać się na drzewo. Nie była to prosta sztuka. Drzewa były wysokie, a ona maleńka. Na szczęście udało jej się tego dokonać i mogła rozejrzeć się po lesie. Początkowo niczego innego nie zauważyła. Tylko drzewa, inne rośliny, ptaki. Wtem jednak coś jaskrawozielonego mignęło między drzewami. Tak oto Grzybieńka po raz pierwszy zobaczyła inną nimfę. Była bardzo zwinna, skakała po drzewach jak wiewiórka. Była podobna do Grzybieńki, chociaż instynktownie wyczuwało się też jakąś różnicę. Tamta nimfa była zdecydowanie bardziej żywa, poruszała się niesamowicie szybko. Ubrana była w liście i korę, a do włosów przyczepione kwiaty.

nimfa wodna na szydełku

Grzybieńka zdecydowała się zejść z drzewa i zapoznać z tą energiczną nimfą. Miała nadzieję, że skoro są z tego samego gatunku, to tamta nic jej nie zrobi. Mimo wszystko i tak trochę się obawiała. Przystanęła więc za drzewem i obserwowała jak zielonowłosa nimfa przysiadła na szyszce i ćwiczy wymachy patykiem.W końcu wzięła głęboki oddech, wyjrzała zza pnia.
- Cześć - pisnęła. - Jestem Grzybieńka i jestem nimfą wodną. Czy Ty też jesteś nimfą?
Zawstydzona zaszurała nóżkami po igliwiu. Zielonowłosa uniosła głowę, spojrzała na Grzybieńkę i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Och, tak dawno nie spotkałam żadnej nimfy, jak się cieszę! - podskoczyła wesoło, wzięła Grzybieńkę za ręce i odtańczyła z nią radosny taniec wokół pnia.
- Ja jestem Olszynka - powiedziała w końcu zdyszana. - Mieszkam w tym lesie i opiekuję się nim. A Ty gdzie mieszkasz? - zapytała.
Tak zaczęła się przyjaźń Grzybieńki z Olszynką. Mimo, że obie nimfy miały różne charaktery, od razu bardzo się polubiły. Grzybieńka opowiedziała o swojej Rzece, a Olszynka o swoim Lesie. Bawiły się cały dzień, biegając wokół drzew. Mogły też rozmawiać ze sobą do woli.


Olszynka pokazała Grzybieńce pozostałości po grzybach z tamtego roku. Mała nimfa po raz pierwszy widziała coś takiego. Była zadziwiona.


Dzień szybko minął i Grzybieńka musiała wracać do swojej Rzeki. Obiecały sobie z Olszynką, że będą często się odwiedzać i tak też robią do tej pory. Teraz Grzybieńka nie czuje się już inna od wszystkich stworzeń, a Olszynka ma komu opowiadać o tym jak wygląda życie nimf. Grzybieńka wiele nauczyła się od przyjaciółki i teraz obie są szczęśliwe.

szydełkowe nimfy

KONIEC

W rolach głównych wystąpili:
Nimfa wodna Grzybieńka,

      A na koniec zdjęcia Grzybieńki dookoła. Jest troszeczkę niższa od Olszynki. Ma 13 cm. Sukienkę z wody, która w magiczny sposób utrzymuje się na jej ciele. Nimfy potrafią takie rzeczy :).