niedziela, 5 lipca 2015

Szydełkowa nimfa wodna :)

      Była już nimfa leśna Olszynka, a teraz czas na jej koleżankę nimfę wodną. Może wydawać się trochę dziwne, że zdjęcia są robione w lesie, gdzie nie ma żadnego zbiornika wodnego, ale zaraz wyjaśnię dlaczego. Oto krótka historia nimfy wodnej Grzybieńki.
nimfa na szydełku

szydełkowa nimfa

      Dawno temu była sobie kropla wody, która spadła razem z innymi kroplami deszczu na ziemię. Od innych kropel różniło ją to, że spadła dokładnie na maleńkie niebieskie nasionko. Było to nasionko nimfy. Takie nasionka to rzadkość. Nikt nie wie skąd się biorą i w jaki sposób w środku znajduje się zarodek nimfiego dziecka. Kiedy do nasionka dostaje się woda zaczyna ono kiełkować, rosnąć, pojawia się niewielki niebieski pąk, po otwarciu, którego ze środka patrzy na świat dziwne stworzenie, niepodobne do innych. Tak właśnie wyglądały narodziny małej Grzybieńki. 
Swoje imię znała od początku, nie wiadomo właściwie skąd i dlaczego. Jej kwiat wyrósł nad panią Rzeką gdzie żadnych grzybieni nie ma, ale i tak wszyscy ją tak nazywali. Grzybieńka nie potrafiła powiedzieć czy Rzeka i wszystkie rośliny, ptaki ją lubią. Zawsze były zajęte sobą, neutralne. Wysłuchiwały tego co ma im do powiedzenia, ale zawsze miała wrażenie, że to rozmowa z samą sobą. To też jej pomagało, ale brakowało jej kogoś z kim mogłaby się pobawić. W końcu była jeszcze bardzo młodą nimfą, miała dopiero 100 lat. I to właśnie w swoje setne urodziny postanowiła podjąć ważną decyzję i wybrać się na wyprawę w poszukiwaniu kogoś podobnego do niej.
- Jak myślisz Rzeko - pytała - czy jest na świecie ktoś podobny do mnie? Czy jest szansa, że kogoś takiego spotkam?
Rzeka na to jedynie zaszumiała i płynęła dalej spokojnym nurtem. Grzybieńka westchnęła i poszła do Wierzby. Przytuliła się do niej i zapytała.
- Wierzbo, czy dobrze robię wyruszając na poszukiwania kogoś takiego jak ja?
Wierzba zatrzęsła listkami, a mała nimfa poczuła jak leniwie przesuwają się myśli drzewa.
- Nie dowiesz się, póki nie sprawdzisz - usłyszała wierzbowy szept.
Tak oto Grzybieńka podjęła decyzję.
- Niedługo wrócę - powiedziała smutno i wygięła buzię w podkówkę - Będę za wami tęskniła, ale muszę się przekonać czy istnieje ktoś taki jak ja - powiedziała do Rzeki, ryb i wszystkich roślin
Rośliny pokiwały gałązkami, ryby zatrzepotały płetwami, a Rzeka zaszumiała. Tak pożegnana nimfa wyruszyła przed siebie. Mimo, że bardzo pragnęła tej wyprawy, zrobiło jej się bardzo smutno i uroniła kilka dużych łez. Prędko jednak musiała wziąć się w garść, bo przeprawa przez łąkę z wysokimi trawami wcale nie była taka prosta. Przedzierała się jednak dzielnie wiedząc, że teraz nie ma już odwrotu.
- Kim jesteś? - usłyszała niespodziewany cienki głosik. Zamarła wpół kroku. Nikt nigdy nie pytał Grzybieńki kim jest. Wszyscy o to wiedzieli, więc w pierwszej chwili nie wiedziała co odpowiedzieć. 
- Jestem Grzybieńka, wodna nimfa. A Ty kim jesteś? - zapytała, starając się nadać głosowi odważny ton. - Pokaż się! - dodała zdecydowanie.
- A nie zrobisz mi krzywdy? - wydukał cieniutki głosik.
- Nie, ale lepiej wyjdź, bo dziwnie czuję się nie wiedząc z kim rozmawiam.
Z pomiędzy trawy wyłoniło się coś bardzo małego i ciemnego. Miało więcej nóżek niż Grzybieńka, ale kształt, który kojarzyła już wcześniej. To owad - pomyślała.
- Dzień dobry, nazywam się Pączuś i jestem kleszczem. Przepraszam, że tak się ukryłem, ale nie wiedziałem kim jesteś. Nigdy nie widziałem takiej dziwnej istoty jak Ty. Trochę się przestraszyłem.
- Nie masz powodu się mnie bać, nie robię nikomu krzywdy. Opiekuję się Rzeką... - zamyśliła się - a właściwie może to Rzeka opiekuje się mną.
- Słyszałem o Rzece - powiedział Pączuś. - Nie chodzę tam jednak, bo to dla mnie za daleko. Zresztą mam ważniejsze zajęcia - dodał dumnie.
- A jakie, jeśli można wiedzieć? - zainteresowała się mała nimfa.
Kleszcz jakby tylko czekał na to pytanie. Wypiął dumnie odwłok.
- Poluję na Nogę - rzekł!
- Ojej - oczy nimfy zrobiły się okrągłe ze zdumienia. - Czy to jest jakieś groźne zwierzę?
- Tak! To bardzo wysokie zwierzę. Kiedy je zauważę muszę na nie wskoczyć i uważać, żeby nie spać. Nogi poruszają się bardzo szybko. Uważaj więc kiedy chodzisz po łące, bo może Cię zmiażdżyć.
Grzybieńka bardzo się przestraszyła i obiecała ostrożność. Nimfa widziała czasem Wielkich, ale z daleka. Nie przypuszczałaby, że groźna noga o której opowiada kleszcz, nie jest żadnym stworzeniem, ale należy do tych dużych istot, które obserwowała. Czasami marzyła, żeby z którąś z nich porozmawiać, ale Rzeka powiedziała jej, że tak nie wolno. Kiedy Grzybieńka zapytała dlaczego usłyszała tylko pluskanie wody. Stosowała się jednak zawsze do tej zasady. Wiedziała, że Rzeka chociaż małomówna, jest bardzo mądra i na pewno ma rację.
- Więc mówisz, że nigdy nie widziałeś nikogo takiego jak ja? - podjęła temat nimfa. Kleszcz pokręcił odwłokiem, co pewnie u kleszczy oznaczało przeczenie. 
- A ja właśnie szukam innych nimf. Często czuję, że nikt mnie nie rozumie. Rośliny i zwierzęta żyją swoim życiem, a ja jestem samotna.
Dla Pączusia pojęcie samotności okazało się tak jak dla wszystkich nad panią Rzeką, nieco abstrakcyjne, ale starał się wykazać zrozumienie.
- Na łące nikogo takiego nie ma. Przynajmniej ja nigdy nie słyszałem, ale może udaj się do lasu. Słyszałem, że tam jest więcej różnych stworzeń.
Grzybieńka pokiwała główką i w jej wodnym serduszku pojawiła się nadzieja. Kleszczuś pokazał jej najkrótszą drogę do lasu, Grzybieńka podziękowała, ucałowała go serdecznie i poszła przed siebie. Najkrótsza droga, wcale nie była taka krótka. Nimfę zastała noc i musiała po raz pierwszy spać na ziemi przykryta liściem, zamiast w wodzie (Grzybieńka potrafiła oddychać również pod wodą).
Nad ranem straciła trochę orientację, ale pytała o drogę pszczół i dzięki temu zmierzała do celu. Po drodze spotkała ją krótka zniechęcająca rozmowa, po której, gdyby tylko miała bliżej do Rzeki, pewnie by zawróciła. Idąc pomiędzy trawami, natknęła się na sieć pajęczą. Spacerował po niej pan Pająk. Kiedy dowiedział się gdzie i po co Grzybieńka zmierza, wybuchnął śmiechem.
- Też coś! Szukać takich dziwolągów jak Ty? Haha! Na pewno nikogo takiego nie znajdziesz. Wszystkie szanujące się stworzenia mają trochę przyzwoitości, żeby nie wyglądać tak jak Wielcy - dodał trochę wzburzony - Powinnaś żyć jak inne stworzenia, a nie szukać jeszcze kogoś podobnego. Może jeszcze pójdziesz do Wielkich i z nimi się zaprzyjaźnisz? Haha!
Nimfę zmartwiły te słowa. Może rzeczywiście jestem bardziej podobna do Wielkich niż do wszystkich stworzeń? - myślała. Co w takim razie tu robię? Może naprawdę jestem jakimś dziwolągiem i tylko robię z siebie wariatkę, idąc tak daleko od mojej Rzeki.
Niestety nimfa nie miała już wyjścia, była bardzo blisko lasu, a bardzo daleko od pani Rzeki. Pożegnała się więc jak najszybciej z panem pająkiem i pobiegła przed siebie łykając łzy. Nawet się nie spostrzegła kiedy zewsząd otoczyły ją drzewa. Zdumiona uniosła głowę. Było tutaj naprawdę przyjemnie. Pachniało ładnie, a pod nogami miała miękki dywanik z igliwia.


Nimfa poczuła się w lesie bardzo dobrze, chociaż kiedy próbowała rozmawiać z drzewami, odpowiadały jej podobnie jak te rosnące nad Rzeką. Nie dowiedziała się więc zbyt dużo. Na szczęście udało jej się znaleźć niewielką pokrzywę. Rosła sobie grzecznie, wygrzewając parzące listki na słońcu.
- Dzień dobry Pokrzywo - zagadnęła uprzejmie Grzybieńka. - Nie wiesz może czy są tu jakieś stworzenia podobne do mnie?
Pokrzywa najpierw długo milczała. Nimfa już myślała, że nadal niczego się nie dowie, gdy wtem usłyszała spokojny głos wydobywający się z roślinki.
- Jest tutaj nimfa, podobna do Ciebie, ale ma zielone włosy. Często tu biega. Szukaj jej jeśli chcesz.
Pokrzywa zamilkła i nic więcej już nie powiedziała. Grzybieńka dygnęła uprzejmie i podziękowała.


- Co by tu zrobić? - mruknęła sama do siebie. Nie za bardzo wiedziała jak w takim dużym lesie, znaleźć kogoś tak malutkiego jak ona sama. W końcu wymyśliła, że spróbuje wdrapać się na drzewo. Nie była to prosta sztuka. Drzewa były wysokie, a ona maleńka. Na szczęście udało jej się tego dokonać i mogła rozejrzeć się po lesie. Początkowo niczego innego nie zauważyła. Tylko drzewa, inne rośliny, ptaki. Wtem jednak coś jaskrawozielonego mignęło między drzewami. Tak oto Grzybieńka po raz pierwszy zobaczyła inną nimfę. Była bardzo zwinna, skakała po drzewach jak wiewiórka. Była podobna do Grzybieńki, chociaż instynktownie wyczuwało się też jakąś różnicę. Tamta nimfa była zdecydowanie bardziej żywa, poruszała się niesamowicie szybko. Ubrana była w liście i korę, a do włosów przyczepione kwiaty.

nimfa wodna na szydełku

Grzybieńka zdecydowała się zejść z drzewa i zapoznać z tą energiczną nimfą. Miała nadzieję, że skoro są z tego samego gatunku, to tamta nic jej nie zrobi. Mimo wszystko i tak trochę się obawiała. Przystanęła więc za drzewem i obserwowała jak zielonowłosa nimfa przysiadła na szyszce i ćwiczy wymachy patykiem.W końcu wzięła głęboki oddech, wyjrzała zza pnia.
- Cześć - pisnęła. - Jestem Grzybieńka i jestem nimfą wodną. Czy Ty też jesteś nimfą?
Zawstydzona zaszurała nóżkami po igliwiu. Zielonowłosa uniosła głowę, spojrzała na Grzybieńkę i uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Och, tak dawno nie spotkałam żadnej nimfy, jak się cieszę! - podskoczyła wesoło, wzięła Grzybieńkę za ręce i odtańczyła z nią radosny taniec wokół pnia.
- Ja jestem Olszynka - powiedziała w końcu zdyszana. - Mieszkam w tym lesie i opiekuję się nim. A Ty gdzie mieszkasz? - zapytała.
Tak zaczęła się przyjaźń Grzybieńki z Olszynką. Mimo, że obie nimfy miały różne charaktery, od razu bardzo się polubiły. Grzybieńka opowiedziała o swojej Rzece, a Olszynka o swoim Lesie. Bawiły się cały dzień, biegając wokół drzew. Mogły też rozmawiać ze sobą do woli.


Olszynka pokazała Grzybieńce pozostałości po grzybach z tamtego roku. Mała nimfa po raz pierwszy widziała coś takiego. Była zadziwiona.


Dzień szybko minął i Grzybieńka musiała wracać do swojej Rzeki. Obiecały sobie z Olszynką, że będą często się odwiedzać i tak też robią do tej pory. Teraz Grzybieńka nie czuje się już inna od wszystkich stworzeń, a Olszynka ma komu opowiadać o tym jak wygląda życie nimf. Grzybieńka wiele nauczyła się od przyjaciółki i teraz obie są szczęśliwe.

szydełkowe nimfy

KONIEC

W rolach głównych wystąpili:
Nimfa wodna Grzybieńka,

      A na koniec zdjęcia Grzybieńki dookoła. Jest troszeczkę niższa od Olszynki. Ma 13 cm. Sukienkę z wody, która w magiczny sposób utrzymuje się na jej ciele. Nimfy potrafią takie rzeczy :).





czwartek, 25 czerwca 2015

Roztoczański post nieszydełkowy

      Ten post piszę już trzeci dzień, bo za każdym razem kiedy zaczynałam to robić wieczorem, od razu chciało mi się spać i nic z tego nie wychodziło. W każdym razie z racji tego, że ostatnio nic nie robiłam na szydełku, będzie reklama Roztocza :P. Taka niewielka reklama, bo nie byłam tam w celach rekreacyjnych, ale i tak wepchnę parę zdjęć, które udało mi się zrobić teraz i kilka z ubiegłych lat. Może akurat ktoś z planetarnych przybyszów będzie lub był w tamtych rejonach. Nie będę pisała informacji, których pełno w internecie, bo trochę mija się to z celem, wyszłaby z tego epopeja :P.
   Na Roztocze w okolice Józefowa jeździłam od zawsze do babci i dziadka, więc nawet nigdy nie zastanawiałam się czy lubię tamte strony. Po prostu były częścią egzystencji małej Agatki. Roztocze jest przyjemnie pofałdowane co dla mnie zawsze jest plusem :). Według mnie różni się od reszty Lubelszczyzny. Od razu czuć kiedy się tam wjeżdża, powietrze robi się inne, rześkie. W końcu lasy robią swoje. Ogólnie jest tam taki specyficzny mikroklimat, który powoduje, że ciągle chce się jeść albo spać, albo i to i to. Mi akurat jeść, więc wyżeram wtedy co się da. A propos wyżerania, w lasach rośnie dużo czarnych jagód z czego wiele osób ma niezły sezonowy biznes. Oprócz tego borówka brusznica i gdzieniegdzie borówka bagienna, chociaż tą ostatnią chyba mało kto zbiera. Zawsze sobie grzecznie wisi na krzaczkach, więc ją podjadam. Mimo, że obiegowa opinia głosi, iż ma właściwości odurzające, wierzę internetowi, który twierdzi, że to nieprawda. Stety albo niestety nigdy do tej pory nic mnie nie odurzyło :P. Pewnie wiele jest tam różnych drzew, ale mi Roztocze kojarzy się głównie po prostu z sosnami. Co do roztoczańskich zwierząt to zwykle składa się tak, że  rzucają mi się tam w oczy pająki :o. Wcześniej było tam mnóstwo tygrzyków paskowanych (nie wiem czy poprawnie piszę tą nazwę, ale nie sprawdzę, bo się boję :D). W każdym razie chodzi mi o takie żółte pająki w paski. Właściwie bardzo ładne, ale zawsze miałam przez nie jakieś traumatyczne przeżycia i wolałam nie zbliżać się do malin czy porzeczek, w których było ich pełno. Teraz jest ich coraz mniej, co właściwie pewnie nie jest powodem do radości, ale dla mnie dużą ulgą. Mówi się, że jest tutaj dużo żmij zygzakowatych. Osobiście nigdy żadnej nie widziałam, ale pewnie jest to prawdą. Co do innych zwierząt niektóre z nich obrazuje fontanna w Józefowie. Moim zdaniem jest cudna. Mamy tu: konika polskiego, lisa, rysia, jelenia, wilka, dzika, orła i głuszca. Nawet nie wiedziałam, że są tutaj wilki, ale fontanna mnie uświadomiła. Zdjęcia robione chyba dwa lata temu.

fontanna józefów



fontanna jozefow

     Oprócz tego na rynku stoją rzeźby wykonywane z kamieni wydobywanych w tutejszym kamieniołomie. Jest pomnik poświęcony ofiarom II wojny światowej.

pomnik jozefów

Są rzeźby z tego co wiem, robione przez studentów UMCS-u.
Rybka

rzeźby józefów

Niedźwiadek

rzezby jozefow

Byczek


I rzecz jasna goła baba :P


A tutaj żeby nie być gołosłownym kamieniołomy, a właściwie ich fragment.

józefów kamieniołomy

Obok stoi wieża widokowa. Ładnie widać z niej miasto, ale niestety nie mam zdjęcia.

józefów wieża

Za to mam schodki :)

wieza jozefow

     Kiedyś wszyscy jeździli nad zalewy do Krasnobrodu i Majdanu Sopockiego. Teraz Józefów ma zalew zrobiony jak trzeba. Część do łowienia ryb.

zalew józefów

zalew jozefow

I część do kąpieli. Jeszcze przed sezonem, więc pustawo.

jozefow zalew


    A tutaj tak na doczepkę Krasnobród. To zawsze był stały punkt odwiedzin. Od Józefowa jest tutaj kilkanaście km. Tak sobie z busa pstryknęłam zdjęcie kościołowi, więc trochę zasłaniają go tablice. Ta część Krasnobrodu nazywa się Podklasztor. Zawsze szalenie mi się to podobało :P. W Krasnobrodzie jest kapliczka na wodzie, kaplica św. Rocha, baszta, która góruje nad zalewem, ptaszarnia etc.

kościół w krasnobrodzie

      Rzecz jasna Roztocze to nie tylko to co pokazałam. Są tu różne inne miejscowości np. Zwierzyniec, Susiec, można pływać kajakami, jeździć rowerami, ścieżki rowerowe mają tu czasem lepsze niż drogi :P. Chyba najlepiej czują się tu wielbiciele ciszy i przyrody. Roztoczański Park Narodowy, Parki krajobrazowe, od Józefowa na południe Puszcza Solska. Jeśli ktoś lubi szwędać się po lasach ma tego ile wlezie. Tak rzuciłam okiem na swoją mapę Roztocza i jest tu naprawdę całkiem sporo różnych szlaków turystycznych.

***
    A teraz zmiana tematu, bo chciałam pokazać co ma wspólnego pies mojej babci z moją kotką Filusią (notabene babcia ma talent do nadawania psom niezbyt pasujących do nich imion. Ten nazywa się Reksio, a wcześniej był Ciapek, który był wielkości owczarka niemieckiego :D).


Czy ktoś zauważył element wspólny?

pies serce

Odpowiedź brzmi: serduszko! :)
     Właściwie Reksio ma psie ADHD i nie da mu się zrobić normalnego zdjęcia, ciągle biega albo podkskakuje. Na szczęście udało mi się uchwycić serduszkową łatkę :). Jest jeszcze młody i przez to chudy jak szczapa, ciekawe jaką wielkość ostatecznie osiągnie.
     I jeszcze tak się zastanawiam, jak nazywa się kury o takim ubarwieniu jak ta w środku szara? U nas zawsze mówiło się siemieniata albo rabata. Czy ktoś wie, czy ma to jakąś naukową nazwę? :D

kura

     Wiem, że każdy wie jak wyglądają kury i żadna to nowość, ale ja uwielbiam wszystkie ptaki (dziwnie brzmi takie wyznanie :P) i muszę mieć zdjęcia kur na swoim blogu. Tą po lewej nazywałam roboczo Mirabelka, przychodziła do mnie i rozmawiała lub się kłóciła. Ulubione jej zajęcie to dziobanie w buty. Uwielbiam kury, które da się dotykać i głaskać :D.



Świnki nie mogły pojawić się na blogu z przyczyn technicznych. Za to znalazłam śliczną gąsienicę.

gasienica

     Do tego jeszcze róża. Nie wiem co to za odmiana, ale sporo widzę teraz takich w ogrodach, więc może ktoś wie?

roza

Pięknie kwitła też piwonia.



A na koniec czereśnia (sąsiadów :D). Ładnie wygląda, więc sobie ją pożyczyłam :).

czeresnia

    Mam nadzieję, że komuś udało się dotrwać do końca. Następnym razem postaram się pokazać coś szydełkowego :).

środa, 10 czerwca 2015

Szydełkowa leśna nimfa :)

      Już od jakiegoś czasu marzyło mi się zrobienie jakiegoś leśnego stworka. I tak powstała Olszynka. W lesie, w którym mieszka nie ma co prawda olch, ale imię to imię i z tym się nie dyskutuje :P.
      Olszynka lubi skakać po drzewach, co będzie widać na zdjęciach. We włosy wplata sobie kolorowe kwiaty, a ręce, nogi i szyję ozdabia listkami. Sukienkę uszyła sobie z kory i liści, i teraz może wygodnie biegać w niej po całym lesie. Włosy ma zielone jak wiosenna trawa, trochę zmierzwione przez wiatr mimo, że usilnie próbuje przyczesywać je grzebykiem z patyczków.
      Na co dzień mała driada zajmuje się pilnowaniem, by nikt nie zakłócał spokoju lasu. Niech no tylko ktoś spróbuje zrobić krzywdę, któremuś z drzew. Wtedy Olszynka wkroczy do akcji! Zwykle jest jednak bardzo miła, zbiera patyczki, wskazuje drogę kotom przechodzącym przez lasek. Raz nawet miała okazję zapoznać się z łosiem. Kiedy trzeba pomaga sarenkom, rozmawia z ptakami oraz głaszcze małe drzewka i grzyby, żeby lepiej rosły. Tak właśnie wygląda jej życie.
      A teraz kilka zdjęć.
szydelkowa lesna nimfa


szydelkowa driada




      Tutaj zabrałam Olszynkę na chwilę z jej leśnego domu, żeby mogła zaprezentować się, jak wygląda ze wszystkich stron. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Jest troszeczkę zawstydzona, że pokazuję ją na blogu. W końcu nimfy raczej rzadko są oglądane przez ludzi.





      Przez następny tydzień, albo trochę dłużej nie będzie mnie na blogu. Mam nadzieję, że nie pogniewacie się, że wobec tego nie będę w tym czasie mogła odpowiadać na komentarze i odwiedzać Waszych blogów. Tymczasem zostawiam Was z Olszynką :).

środa, 3 czerwca 2015

Makowo-chabrowy wianek

      Zbliża się niezmiernie ważne święto w pracy mamy, czyli Gala Przedszkolaka :D. W tym roku tematyka to "Raz na ludowo", więc oczywiście wianki bardzo przydatne. Robiąc wianek dla mamy postanowiłam skorzystać ze sposobu na wykonanie kwiatów z krepiny, który poznałam kiedy tworzyłam palmę wielkanocną. Myślę, że efekt jest dobry, bo dzięki wielkości i barwie kwiatów, będzie je widać z daleka. Przynajmniej mam taką nadzieję.
      Stelaż jest z gałązki leszczynowej, do tego powplatanych kilka kwiatostanów traw. Całość owinięta cienkim drucikiem, taśmą klejącą i zieloną bibułą. Na głowie trzyma się dobrze, można pląsać bez obaw, że pofrunie w świat. Mama nie zdecydowała się na zapozowanie, więc owa rola przypadła mi. Walcząc ze zdjęciofobią po raz pierwszy postarałam się wziąć to na klatę i nie wycinać swoje twarzy :P. Chyba udało mi się go obfotografować ze wszystkich stron. Według mnie, wyszedł lepiej niż myślałam. Obawiałam się, że będzie się rozpadał przy byle dotknięciu, ale nic takiego się nie dzieje (tfu tfu tfu!).
     Swoją drogą lubię wianki. Zwłaszcza takie z żywych kwiatów są cudowne. Od razu kojarzą mi się z Nocą Kupały. Chyba jedno z najśliczniejszych świąt :). Ach ach, a już czerwiec, czyli niedługo!

wianek z kwiatow z bibuly

wianek z makow

wianek ze sztucznych kwiatow